Hans von Schwartzritter

Chorobliwie chciwy strzelec wyborowy, szlachcic-nuworysz

Description:

Punkty doświadczenia 75

  • Cechy
    • Silka k8
    • Zrecznosc k10
    • Duch k6
    • Spryt k6
    • Wigor k8
  • Współczynniki
    • Obrona 6
    • Wytrztmalosc 6
    • Tempo 8 +k10
    • Charyzma 0
  • Umiejętności
    • Walka k8
    • Strzelanie k12
    • Odwaga k6
    • Wypytywanie k4
    • Hazard k6
    • Jezdziectwo k6
    • Plywanie k4
    • Przetrwanie k8
    • Reperowanie k4
    • Rzucanie k8
    • Skradanie k6
    • Spostrzegawczosc k6
    • Tropienie k8
  • Zawady
    • Lojalny
    • Chciwy
    • Safandula :)
  • Przewagi
    • Czujny
    • Tropiciel
    • Chyzy
    • Sokole oko
    • Unik
    • Blyskawiczny refleks
    • Szosty zmysl
Bio:

Nieziemsko chciwy i okrutny człowiek, wybitny strzelec, lojalny przyjaciel.

Jego rodzina została wymordowana w 2505 przez Gunnara Kraemera i jego siepaczy. Po tym wydarzeniu Hans błąkał się po bezdrożach Imperium imając się różnych zajęć, aż w końcu zaczął łowić ludzi dla pieniędzy jako łowca nagród.

Tyle lat minęło, tyle cierpienia.
Przez ten czas wydawało mu się, że jego życie sprowadza się przede wszystkim do jednego, do zemsty, a teraz, gdy strzaskana twarz runęła w śnieżną zaspę, nie poczuł nic.
Huk wystrzału grzechotał echem dolinami Gór Końca Świata, nie na miejscu wydłużony, niczym wahanie się z palcem na spuście. Krew na śniegu zniknęła po chwili, pokryta nową warstwą naniesioną przez wiatr lecz jego twarz wciąż wydawała się obojętna, pusta.
Ile śmierci zadał przez te dwadzieścia ostatnich lat? Czy kolejna robi mu różnicę? Czy powinna?
Wiatr i mróz wypędzają życie z Barona i po chwili niknie on pod śniegiem. Nieruchoma szara bryła to wszystko, co zostało z tego złamanego przez życie człowieka.
Jest zimno, żołnierze się niecierpliwią, poganiają.
Przez chwilę wydaje mu się, że słyszy podniesione gniewne głosy; odwraca lekko głowę w ich stronę, wciąż patrząc w śnieg. Huk kolejnego wystrzału nie wywołuje nawet mrugnięcia.
Kolejne padające ciało, salwa wystrzałów, jęki umierających.
Ponure, pokryte bliznami twarze spowija gęsty, tłusty dym upodabniając je do upiorów z koszmarów, przed którymi nawet kapłani drżą w otchłani swych przepastnych klasztorów. Ich stroje są czarne, smoliste; broń błyszczy złowieszczo.
Żołnierz z okaleczoną twarzą salutuje sprężyście, odchodzi i zabiera oddział ze sobą.
Wśród padającego śniegu troje przyjaciół wpatruje się w czwartego, niemo spoglądającego w ciemność.
Nie ma w tym chwały, nie ma radości, jest tylko zemsta. Zemsta za czyny, których nikt już nie pamięta, o które nikt nie dba. Zemsta za śmierć ludzi, których kości spoczywają w bezimiennych mogiłach, ludzi, których śmierć niewiele znaczyła dla kogokolwiek, poza nim.
Nazajutrz piekarze znów upieką chleb, matki nakarmią swoje dzieci a żołnierze wszystkich armii obudzą się, przygotują swoją broń i zmęczonym krokiem staną na swym posterunku.
W końcu skostniałe od mrozu palce rozluźniają chwyt a ręka wprawnym ruchem chowa pistolet; twarz ożywa, mężczyzna rozgląda się, niczym człowiek dopiero co wybudzony ze snu.
Jego towarzysze obserwują go wnikliwie, co zbywa niedbałym machnięciem ręki.
Okute buty przestępują nad martwymi ciałami, brną przez śnieg. Życie wraca na ponure twarze, dym rozwiewa się, w ciemności rozbłysnęły światła. Nikłe uśmiechy rozświetlają oblicza.
Nie mówi o tym nikomu lecz z każdym stukotem buta słyszy wystrzał, z każdym szurnięciem słyszy chrzęst kości, każdy spadający kamyk rozbrzmiewa łoskotem padającego ciała.
Ta udręka rozpoczęła się przelaniem krwi i na tym miała się skończyć. Tylko Bogowie wiedzą, dlaczego tak się nie stało.

Hans von Schwartzritter

Sylvania 2530 Jbujko